Możesz pomóc, przekazując Kacperkowi 1% swojego podatku
administracja

Kacperek o sobie

English versionen francaisversión espańolaDeutch

Mam na imię Kacperek. Moja historia zaczęła się pewnego słonecznego popołudnia, kiedy to moja Mama na ekranie monitora zobaczyła moje bijące serduszko. Miałem wtedy 5 tygodni i mieszkałem w wygodnym pokoiku tuż pod jej sercem. Jeszcze tego samego dnia Mama przedstawiła mnie Tatusiowi :-)

Przez kolejne 28 tygodni Mama musiała dużo leżeć w łóżku, bo ja bardzo chciałem ją poznać i pchałem się na świat. Co jakiś czas Mama i Tatuś podglądali mnie i wiedzieli, ze będę chłopczykiem.

takiego zobaczyła mnie mama Aż nagle, tuż przed Bożym Narodzeniem, okazało się, że już dłużej nie mogę mieszkać w mamy brzuszku :-( Tata zawiózł Mamę do szpitala i tam po kilku godzinach wydałem pierwszy okrzyk. Mama płakała, bo urodziłem się 2 miesiące za wcześnie. Nawet nie mogła mnie przytulić – byłem malutki i musiałem zamieszkać w plastikowym inkubatorze, który zastępował mi brzuszek mamy.

Zaraz po moich narodzinach Tatuś dowiedział się od Pani Doktor, że jestem bardzo chory, że nigdy nie będę taki jak inne dzieci – mam Zespół Downa.  Na dodatek okazało się, że moje serduszko jest bardzo chore. Musiałem znów zamieszkać w nowym miejscu – na kardiologii  Centrum Zdrowia Dziecka. Mama i Tata nie odstępowali mnie na krok, ale bardzo często płakali. Ja się bardzo starałem być dzielny, ale byłem coraz słabszy. Pani Doktor mówiła, że mam zapalenie płuc, sepsę. Bardzo często pobierali mi krew do różnych badań. Ciągle było źle. Aż nagle okazało się, że muszę mieć operację – miałem prawie 9 tygodni. Mama i Tatuś powiedzieli mi wtedy, że jestem ich skarbem, że bardzo mnie kochają... Tuż przed salą operacyjną, gdy już musiałem się z nimi pożegnać, Mama przytuliła mnie i szepnęła... „Tylko wróć...”

mam 3 miesiąceWróciłem! Okazało się, że jestem bardzo dzielnym małym chłopczykiem. Wszyscy bardzo się dziwili, że sobie poradziłem, że nie potrzebuje tej wstrętnej rurki do oddychania. Miałem już 3 miesiące i Mama mogła mnie wziąć na ręce i chodzić po sali :-) Okazało się, że Mama i Tatuś umieją się uśmiechać! Niestety, znów złapałem zapalenie płuc :-( Ale ja postanowiłem, że będę dzielny dla Rodziców! Dałem sobie radę z tym zapaleniem – co to dla mnie!

I nadszedł ten dzień... Tatuś przyszedł do szpitala z takim śmiesznym czymś – wsadził mnie tam, poprzypinał szelkami i...pojechałem do domu!!!!!!!!! Miałem swoje łóżeczko :-) I wiecie co? Poszedłem pierwszy raz na spacer :-). Ja nawet nie wiedziałem, że może być tak fajnie :-)

Przez kilka miesięcy mieszkałem z Rodzicami, jeździłem do dziadków i rosłem :-) Powolutku, ale rosłem – miałem 7 miesięcy i ważyłem 5 kg. W wakacje znów trafiłem do szpitala, bo to wstrętne zapalenie płuc znowu mnie dopadło. I wtedy okazało się, ze zaczyna mi brakować sił... że chyba znów muszę wrócić do CZD i do końca zreperować serduszko. Ale do tego musiałem przytyć. Niestety, nie udało mi się to – aż do grudnia ważyłem 6 kg i Pani Doktor powiedziała, że nie możemy czekać. I tak 14 grudnia 2000 roku Mama i Tatuś znów żegnali mnie przed salą operacyjną. I Mama znów prosiła, żebym wrócił do niej.

Tym razem tez się udało!

 
Od tego momentu zaczęło się moje nowe życie :-)